Proces transformacji energetycznej oferuje jednostce historyczną szansę: przejście od roli biernego konsumenta energii do aktywnego uczestnika rynku, czyli prosumenta. Ta nowa tożsamość wiąże się z większą odpowiedzialnością, ale otwiera też przed gospodarstwami domowymi zupełnie nowe możliwości ekonomiczne i daje poczucie niezależności. Masowy rozwój prosumentów uznaje się za jeden z największych sukcesów polskiej transformacji. 

Jednak ten dynamiczny wzrost przyniósł również nowe wyzwania – dla sieci energetycznych, operatorów i samych prosumentów. Wraz ze zmianą systemu rozliczeń i presją na modernizację infrastruktury, narracja wokół prosumentów ewoluuje. Coraz częściej mówi się o nich nie tylko jako o beneficjentach zmian, ale też jako o… źródle problemów dla systemu. Co trzeba zmienić, aby była ona nadal postrzegana jako korzyść dla całej transformacji? 

 

Prosumenci – ile w Polsce? Liczby na początek 

Na podstawie raportu „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2025” widzimy, jak kluczową rolę w krajowym systemie energetycznym odgrywają dziś prosumenci. Na koniec I kwartału 2025 roku łączna moc zainstalowana w fotowoltaice w Polsce wyniosła 21,8 GW. Z tej puli aż 59%, czyli blisko 13 GW, stanowiły mikroinstalacje – te przydomowe i małe przedsiębiorcze elektrownie, które zasilają gospodarstwa domowe i lokalny biznes. Pozostałe 41% to duże farmy fotowoltaiczne oraz małe instalacje. 

 

 ____

Tekst powstał wokół projektu „Impuls”, 6-odcinkowego podcastu o transformacji energetycznej, który w Electrum realizujemy we współpracy z Polityką Insight. Prowadzący Dominik Brodacki rozmawia z zaproszonymi ekspertami i ekspertkami, żeby naświetlić transformację energetyczną z wielu stron i perspektyw. W drugim odcinku, w którym pojawia się ocena transformacji przez pryzmat jednostki, jednym z zaproszonych gości jest Maciej Borowiak, prosument i twórca własnego eko domu, członek Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej i Magazynowania Energii. Zapraszamy do wysłuchania odcinka i przeczytania tekstu, który jest uzupełnieniem serii.   

____ 

 

 

Przemiana w „prosumenta” i niezależność energetyczna  

Masowy rozwój prosumentów energii stał się symbolem transformacji energetycznej. Już w pierwszym odcinku Impulsu prof. Arkadiusz Węglarz wskazuje, że energetyka prosumencka jest największym sukcesem transformacji energetycznej w Polsce.  

Dla jednostki inwestycja w przydomową fotowoltaikę to przede wszystkim decyzja ekonomiczna – realna szansa na obniżenie rachunków i większą niezależność od światowych wahań cen surowców. Dopiero w dalszej kolejności jest to wybór korzystny dla planety.  

Dla państwa z kolei rozwinięta sieć prosumentów oznacza przejście od scentralizowanego modelu energetyki opartego na paliwach kopalnych do systemu rozproszonego, obywatelskiego i bardziej stabilnego. Przynajmniej w teorii – praktyka okazuje się nie być taka jednoznaczna.  

 

Rozwój energetyki obywatelskiej, szczególnie na obszarach wiejskich, może pozwolić na osiągnięcie lokalnej samowystarczalności i realnie poprawić pewność dostaw energii tam, gdzie infrastruktura przesyłowa może być słabsza.  

 

Praktycznym wyzwaniem płynącym z boomu prosumenckiego jest nieodpowiednia infrastruktura. Sieci dystrybucyjne, zaprojektowane historycznie na jednokierunkowy przepływ energii, wymagają pilnej i głębokiej modernizacji (pojawia się również pytanie: kto ma ponieść tego koszt?). Tylko wtedy będą w stanie obsłużyć miliony aktywnych wytwórców. Tempo tych zmian jest jednak niewystarczające, a rynek nie nadąża z dostarczaniem niezbędnych rozwiązań plasujących się obok konieczności modernizacji sieci, takich jak zaawansowane systemy zarządzania elastycznością, magazyny energii czy dynamiczne mechanizmy rynkowe.  

Wymownym przejawem tych opóźnień są statystyki skarg. W 2024 roku do Urzędu Regulacji Energetyki wpłynęło ponad 8,8 tys. skarg od odbiorców energii, w tym zwiększona względem jeszcze poprzedniego roku liczba od prosumentów. Dominującym problemem były utrudnienia w procesie przyłączenia do sieci – odbiorcy zgłaszali wielomiesięczne opóźnienia i brak klarownych informacji o terminach. Tego typu proceduralne „wąskie gardła” skutecznie opóźniały uruchomienie tysięcy nowych mikroinstalacji, paraliżując indywidualne inwestycje. 

 

Największą zmianą ostatnich lat w polskiej polityce prosumenckiej jest przejście z modelu net-meteringu (opustów) do net-billingu — czyli wartościowego rozliczania energii po cenach rynkowych. Net-billing rozlicza energię według jej wartości rynkowej, co dla wielu instalacji oznacza niższą opłacalność niż dotychczasowe opusty. Zmiana ta często jest oceniana jako niekorzystna dla dalszego rozwoju prosumenckich instalacji —może wydłużyć okres zwrotu inwestycji i tym samym zmniejszyć nimi zainteresowanie. 

 

Dlatego dzisiaj rola i postrzeganie prosumenta ulegają zmianie, na co w rozmowie z Maciejem Borowiakiem zwraca Dominik Brodacki, nakreślając, że w Polsce coraz częściej (właśnie ze względu na ograniczenia sieci) wyłączane są instalacje fotowoltaiczne, a kolejni zainteresowani dostają odmowę warunków przyłączenia.  

Dr Brodacki stawia pytanie: Co dzisiaj musiałoby się stać systemowo, żeby prosumenci znowu byli postrzegani jako realni beneficjenci i korzyść dla systemu i transformacji, a nie źródło problemów?  

Kiedy widzimy w prosumentach problem, prawdopodobnie patrzymy przez pryzmat starego, scentralizowanego modelu energetyki, który nie jest przystosowany do ich dynamicznej i dwukierunkowej roli. To postrzeganie wynika z kilku istotnych napięć.  

Tradycyjne spółki energetyczne zarabiały na sprzedaży energii od wielkich elektrowni do biernych odbiorców końcowych. Prosument zużywa mniej energii z sieci (bo produkuje ją sam), a nadwyżki oddaje, oczekując późniejszego „odbioru” (w systemie opustów) lub sprzedaży (w net-billingu). Z perspektywy operatora oznacza to mniejszą sprzedaż energii oraz konieczność zarządzania niestabilnymi, dwukierunkowymi przepływami. Dochodzi też fakt masowej, nieskoordynowanej produkcji z PV (ze szczytem w południe), która może powodować przepięcia w lokalnych sieciach i wymuszać okresowe wyłączanie instalacji (tzw. curtailment). 

Dlatego narracja ukierunkowana przeciwko prosumentom może być związana z chronieniem tradycyjnego rynku energii.  

 

Jak wyglądała i jak dziś wygląda sytuacja prosumenta w Polsce? 

Odpowiada: Maciej Borowiak: 

Przypomnijmy pewną kartkę z kalendarza. Jeszcze w latach 2012-2013 praktycznie nie mieliśmy w Polsce instalacji fotowoltaicznych. W 2013 roku pojawiła się pierwsza zmiana ustawy, tzw. Mały Trójpak, która pozwoliła budować takie instalacje bez zbędnych kwestii administracyjnych. Potem, w 2015 roku, branża czekała na system feed-in tariffs, czyli gwarantowanych stałych stawek zakupu energii. Dziś mało kto o tym pamięta. To miało być tak, że każdy, kto ma instalację, mógłby sprzedawać prąd po określonej cenie. 

Jako ciekawostkę dodam, że stawki miały wynosić 65 groszy za kWh dla instalacji do 10 kW i 75 groszy dla mniejszych. Pamiętam nawet reklamę banku, który sugerował w kontekście kredytu hipotecznego: nie kupuj działki 1000 m², kup 2000 m². Na jednej postaw dom, a na drugiej instalację fotowoltaiczną o mocy, powiedzmy, 40 kWp, i niech ta instalacja spłaca ci rachunki za prąd, a nawet raty kredytu. 

Ostatecznie ten system nie został wprowadzony. Zamiast niego powstał system net-meteringu, oficjalnie nazywany systemem opustów. Z punktu widzenia legislatora i dużej energetyki wydawał się on nieopłacalny i nikt nie sądził, że wywoła taki boom. 

Na początku osoby decydujące się na te małe elektrownie otrzymywały naprawdę niewielkie wsparcie. Pierwsza edycja programu „Mój Prąd” to była dopłata rzędu 4000 zł, podczas gdy instalacje kosztowały dwa razy tyle. Byli to absolutni prekursorzy. I w mojej ocenie byli traktowani jako nieszkodliwi pasjonaci, którzy nie spowodują większych strat w bilansach dużych spółek energetycznych. Dla tych spółek my, prosumenci – bo ja też nim jestem – stanowimy dziś dużą konkurencję. 

W 2013 roku mieliśmy w Polsce może około 5 MW mocy w fotowoltaice. Dziś mamy 22-24 GW. To jest potężna zmiana. My, mali wytwórcy, stanowimy dziś potężną konkurencję, ale jesteśmy traktowani w sposób, w jaki nie powinniśmy. Powinniśmy być postrzegani jako uzupełnienie całego miksu energetycznego, a nie jako swego rodzaju pasożyt systemu. Bo to jest absolutnie nieprawda. To nie jest właściwa droga. 

 

„[Prosumenci] byli traktowani jako nieszkodliwi pasjonaci, którzy nie spowodują większych strat w bilansach dużych spółek energetycznych. Dla tych spółek my, prosumenci – bo ja też nim jestem – stanowimy dziś dużą konkurencję.” 

 

Czy dzisiaj bycie prosumentem oznacza realne korzyści dla gospodarstwa domowego? 

Odpowiada Maciej Borowiak: 

System rozliczeń zmienił się już dobrych kilka lat temu, więc moim zdaniem należy o nim zapomnieć i skupić się na tym, co mamy tu i teraz. 

Co się zmieniło przez ostatnie lata? Przede wszystkim ceny energii wzrosły – i to dwukrotnie. Również ceny dystrybucji poszły bardzo mocno w górę. Natomiast w tym samym okresie ceny urządzeń bardzo znacząco spadły. Te dwie krzywe – kosztów energii i kosztów technologii – przecięły się. 

Zmieniła się też kwestia doboru instalacji fotowoltaicznej. Kiedyś dobierano ją inaczej. Dziś opłacalność jest tym większa, im wyższy mamy poziom autokonsumpcji, czyli bezpośredniego wykorzystania wyprodukowanej energii na własne potrzeby. 

Jeżeli dobierzemy instalację tak, aby maksymalnie konsumować jej produkcję w okresie największego nasłonecznienia – czyli od kwietnia do października, kiedy w Polsce mamy najwięcej słońca – to na takim dopasowaniu na pewno skorzystamy. Możemy oczywiście dążyć do pełnego wykorzystania przez cały rok, ale nie każdy jest w stanie idealnie dopasować ten profil. Na przykład, będąc w stolicy i pracując w biurze, trudno o wysoką autokonsumpcję w ciągu dnia. Są jednak grupy – jak przedsiębiorcy, rolnicy czy emeryci – które mogą tę energię wykorzystywać na bieżąco. 

Druga kluczowa rzecz, która się wydarzyła, to magazyny energii. Gdybyśmy rozmawiali trzy lata temu, mówilibyśmy o pierwszych, pionierskich instalacjach w Polsce, które powstawały głównie ze względu na dostępność i wciąż wysokie ceny tych urządzeń. Dziś rozmawiamy o tym, że w Polsce mamy już około stu tysięcy zainstalowanych magazynów.  

Z czego to wynika? Przede wszystkim ceny magazynów spadły i stały się dużo bardziej dostępne. Dzięki temu energię, której nie wykorzystamy od razu, możemy zmagazynować i korzystać z niej, gdy słońca nie ma. W zimie taki magazyn może służyć jako swoisty ekonomiczny bufor. Można go ładować, korzystając na przykład z taryf dynamicznych, w okresach niskich cen, a odbierać energię, gdy ceny są wysokie. Ale nawet na tradycyjnych taryfach, jak G12 czy G12W, można prowadzić taką ekonomiczną buforowanie. 

 

Jeżeli dobierzemy instalację tak, aby maksymalnie konsumować jej produkcję w okresie największego nasłonecznienia – czyli od kwietnia do października, kiedy w Polsce mamy najwięcej słońca – to na takim dopasowaniu na pewno skorzystamy. 

 

W rozmowie Maciej Borowiak opowiada również o swoim domie, wybudowanym w technologii szkieletowej. Dom ten jest w pełni ekologiczny, ergonomiczny i ekonomiczny i wykorzystuje różne dostępne technologie. Słuchaj drugiego odcinka podcastu Impuls, żeby dowiedzieć się więcej:  

 

 

Rozmowa zaczyna się w 28:30 minucie 2. odcinka podcastu.  

____ 

„Impuls” to podcast, z którego dowiesz się więcej o transformacji energetycznej. W Electrum tworzymy jej technologiczne podstawy, ale wiemy, że sukces zależy także od komunikacji i edukacji. Razem z czołowymi ekspertami dogłębnie analizujemy ten proces, obalamy mity i prezentujemy realne rozwiązania. Mamy nadzieję, że nasza seria dotrze do szerokiego grona odbiorców – w końcu transformacja jest sprawą nas wszystkich.